W trzeciej części wywiadu, Jakub Jędryszek opowiedział o procesie rekrutacji do Microsoftu. Sam został zrekrutowany już na studiach, a po latach pracy w firmie, także przeprowadza rekrutację wśród uzdolnionych studentów. Zapytaliśmy go także o to, jak dużo swobody w pracy mają developerzy.

Jakub pracuje dla Microsoft w głównej siedzibie w Redmond. Od 2014 jest zaangażowany w pracę nad nowym portalem Azure. W chwili obecnej większość jego uwagi jest skupiona na aplikacji mobilnej Azure, pozwalającej zarządzać zasobami chmury Microsoftu. Od czasu do czasu można go spotkać na konferencjach w różnych częściach świata (od USA, przez Europę aż po Chiny i Australię). Przed Microsoftem Jakub studiował na Politechnice Wrocławskiej i Uniwersytecie Ekonomicznym, gdzie uzyskał tytuły inżyniera i licencjata. W trakcie studiów pracował przez rok we Wrocławiu, a potem wyjechał do USA studiować na Kansas State University, gdzie prowadził badania nad statyczną analizą kodu dla urządzeń medycznych. W wolnych chwilach jeździ na rowerze, pływa, biega, startuje w triathlonach, chodzi po górach i podróżuje.

Dzisiaj skupiliśmy się na rekrutacji, by pokazać, jak wygląda ten proces w tak dużej firmie jaką jest Microsfot (zachęcamy też do przeczytania pierwszej i drugiej części wywiadu).

Piotr Nowosielski: Z racji tego, że mamy tutaj osobę z korporacji czystej maści – Jakuba oraz osobę z software house’u, czyli Ciebie Kamilu, chciałbym abyśmy porównali pewne kwestie. Jak wygląda rekrutacja w korporacji jaką jest Microsoft, a jak w software housie – VentureDevs? Możecie zdradzić, jak to u Was wygląda?

Kamil Kollman: Zaplecze moje i Kuby jest diametralnie inne, nie tylko ze względu na technologię, w której pracujemy. Ja jestem front-endowcem i raczej ze strony JavaScrpitu, więc mam trochę inną perspektywę. Wracając do kwestii rekrutacji. W moim przypadku wyglądało to tak, że kiedy jeszcze nie programowałem, a pracowałem jako grafik, trafiłem na stronę Codecalt, bo to była poprzednia nazwa VentureDevs i strona mnie na tyle zainteresowała, że powiedziałem sobie, że kiedy nauczę się kodować, to będzie pierwsza firma, do której będę aplikować. I rzeczywiście tak się stało, po niecałym roku zgłosiłem się do VentureDevs i dostałem zadanie do zrobienia.

Spędziłem sporo czasu nad nim, bo było to wyzwanie stosunkowo duże, jak na mój poziom umiejętności, który wtedy miałem. Ale jestem bardzo zawzięty, więc zadanie ukończyłem i wysłałem do oceny. Nie wiem czy to była klątwa czy próba mojej zawziętości, bo mieliśmy problem ze zgraniem swoich skrzynek pocztowych, z Gosią zajmującą się HR’em. W zasadzie wyglądało to tak, że spotkaliśmy się na kolacji w jednej restauracji w Poznaniu. Rozmawialiśmy na mnóstwo różnych tematów, gdzie zdałem sobie sprawę, że

bardzo istotną umiejętnością w kontekście developera, są również kompetencje miękkie, czyli umiejętność rozmowy z drugim człowiekiem, umiejętność zainteresowania tego, co mówią inni i współpracy.

Myślę, że to było kluczowe podczas tego spotkania. Później przyszedłem na dzień próbny. Okazało się, że jest jakaś pilna sytuacja i trzeba było posiedzieć nad CSSami/HTMLem i ja zacząłem to robić. Wsiąkłem na jakieś 5 godzin, chyba raz wstałem z fotela, byłem tak pochłonięty. Okazało się, że to co pisze jest dobre, że jest składne i dostałem się na staż. Staż minął i ja jestem w tej firmie dalej. Od tego czasu bardzo się rozwinąłem.

Piotr: Od pierwszego kontaktu z VentureDevs, ile czasu minęło do otrzymania odpowiedzi? Jak byśmy to w czasie skompresowali, bo jestem ciekaw, ile trwał proces rekrutacji, a ile staż?

Kamil: Sam proces rekrutacji nie trwał długo, dostałem zadanie, na które miałem kilka dni. Odpowiedź przyszła szybko. Później kiedy przyszedłem na dzień próbny, padło pytanie czy mogę przyjść jutro. To było bardzo motywujące.

Piotr: Dołączyłeś na jakim etapie? Ile osób było wtedy w zespole?

Kamil: Nie jestem pewny, było już ok 30 osób.

Piotr: 30 osób, okej. Czyli proces był płynny i już znalazła się jakaś robota dla Ciebie. Już się sprawdziłeś w boju, fajnie.

Kamil: Myślę, że sprawdziło się to, o czym wspomniałeś Kuba.

Przecięcie szansy z jakimś przygotowaniem, zamieniłbym przygotowanie na determinację i wielkie chęci

Rzeczywiście to się sprawdza, aby być w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. I być przygotowanym na wszystkie wyzwania, które mogą się pojawić.

Piotr: A jak to jest w Microsofcie, Kuba powiedz?

Kamil: Zanim Kuba odpowiesz na Pytanie Piotra, powiedz jeszcze bo ciekaw jestem, czy do procesu rekrutacji dopuszczane są osoby, które nie mają formalnego wykształcenia związanego z technologiami informatycznymi? Czy nie będąc po studiach, a mając odpowiedni zestaw umiejętności można aplikować i czy można się dostać?

Jakub Jędryszek: Tak, zdecydowanie, chyba ostatnio Miguel de Icaz, współzałożyciel Xamarina, tweetował o swoim wykształceniu w sztuce, więc generalnie nie ma ono większego znaczenia. Studia na Uniwersytecie mogą pomóc w ten sposób, że Microsoft jeździ na uczelnie i rekrutuje studentów. Ja byłem zrekrutowany w ten sposób, że jak byłem na Kansas State University, to wtedy grupa ludzi przyszła i rekruterka zbierała CV, a później na terenie uczelni przeprowadzała rozmowy z grupą wyłonionych studentów. Polega to na tym, że musisz siebie dobrze zareklamować w ciągu 30 min. I też na tyle dobrze, żeby wypaść lepiej niż inne osoby, bo

rekruter w ciągu dwóch dni rozmawia z 24 osobami, Twoimi konkurentami i musi podjąć decyzję w ciągu 5 minut.

Byłem ostatnio w Bostonie, jako rekruter Microsoftu i wiem jak to wygląda. Podczas 30-sto minutowej rozmowy ze studentem musisz podjąć decyzję. Na koniec dnia, nie będziesz już pamiętał, czy student dał radę. Trzeba na bieżąco pisać feedback, szybko podjąć decyzję. Jeżeli się przejdzie wywiad w kampusie, to rekruter wysyła rekomendacje do HR’u – czy wybrana osoba powinna polecieć do siedziby na rozmowę (Microsoft opłaca przelot, hotel i atrakcje turystyczne). Takich osób zazwyczaj przyjeżdża około 4-5 i na podstawie wywiadu z rekruterem są dalej wrzucane do zespołów.

Kiedy ja zostałem zarekomendowany do interview w Redmont, to robiliśmy pierwszą edycję Net. Conference i poznałem tam Tomka Janczuka, który pracował w Microsofcie. Powiedział mi, że może mnie skontaktować z zespołami, które poleca. I wtedy nie będzie to ślepy los, tylko będę dobrze dopasowany do zespołu. Ostatecznie skorzystałem z jego pomocy. Kiedy przyleciałem do Redmont na cały dzień rozmów (polecam zapytać firmę czy jest możliwość rozłożenia tego na dwa dni) to pamiętam, że kiedy była 16:45, to manager nie był mną zainteresowany, tylko usuwał maile i jadł banana.

Wiedziałem, że decyzja w mojej sprawie już zapadła, tylko nie wiedziałem czy na tak czy na nie

W ogóle podczas rozmowy musiałem na visual studio programować. Plus tego jest taki, że programujesz naturalniej, ale minus jest taki, że na koniec dnia to co robisz musi zadziałać. I ja coś tam kodowałem i mi się to nie kompilowało, wyskakiwały mi jakieś errory ciągle.  

Piotr: Stresik był?

Jakub: Stresik i zmęczenie w jednym. Dlatego polecam rozbić sobie to na dwa dni. Podczas całego dnia i wielu spotkań, musisz się sprzedać każdemu i pokazać, że jesteś w stanie kodować, jesteś w stanie robić zadania i jesteś zainteresowany zespołem. Lepiej to zrobić jak jesteś wypoczęty i świeży, a nie po całym dniu lotu. A do tego jeśli ktoś leci z Europy, to jest jeszcze gorzej.

Kamil: To brzmi trochę jak kompilacja Igrzysk śmierci z Harrym Potterem, bo to co mówiłeś o przypasowywaniu do konkretnych teamów, to przypomniało mi czapkę niewidkę.

Piotr: Mi to się skojarzyło z Kac Vegas trochę, ale to zależy jak to podchodzi do rozmów kwalifikacyjnych. Dobrze, chciałem porównać jak to mniej więcej wygląda, z racji tego, że tutaj możemy o wiele wątków zaczepić. A powiedz Kuba jak Ty podchodzisz do tej drugiej strony? To Ty wyławiasz te talenty, następców Billa Gatesa, powiedz na co warto zwracać uwagę? Na ile istotne są te techniczne rzeczy, na ile są istotne umiejętności miękkie, to jest dla mnie ciekawe.

Jakub: Na pewno to jest trudne. To jest kontrowersyjny temat, jaka jest najlepsza recepta na interview.

Myślę, że Microsoft, Google, czy Facebook korzysta ze sposobu polegającym na rozmowach 4-5 różnymi ludźmi. Wtedy każdy zwraca uwagę na trochę inne rzeczy

Jeżeli te 4-5 osób się zgadza, to wtedy mamy porozumienie i jesteśmy bardziej pewni, że ewaluacja tego kandydata przebiegła dobrze. Jeżeli ktoś ze słuchaczy trafi do mnie na interview, to wam powiem, że tak: wszyscy uważają, że najważniejsze to znaleźć dobre rozwiązanie. Jest problem a ja muszę znaleźć dobre rozwiązanie. Słyszałem jak mój znajomy miał kandydata, który zaczynał coś robić, a jak padało pytanie jak to ma działać, to zmazywał wszystko, bo myślał, że robi źle. Niepotrzebnie się sugerował, bo po dwóch takich pytaniach powiedział: I give up!

Zrezygnowany spytał jaka jest odpowiedź na to pytanie. Głównie chodzi o to, by podczas rekrutacji zobaczyć jak ktoś koduje, jak ktoś myśli, jak ktoś reaguje na proponowanie różnych rozwiązań. Jak mi ktoś pokaże swoje rozwiązanie, to ja pytam czy są inne opcje, czy można zrobić coś lepiej, jakie są plusy i minusy, jakby ten kod przetestował itd. Zawsze pytam też o poprzednie projekty, żeby wybadać jakie ma zainteresowania i czy ma pasje do technologii, co jest w Microsofcie bardzo ważne. Jak ja robię interview, to po spotkaniu z kandydatem mówię ludziom przeprowadzającym na kolejnych etapach rekrutacji o co spytałem i w czym według mnie kandydat jest dobry, a czego nie sprawdziłem. Na koniec dnia rekruterzy się spotykają i wspólnie ustalają: hire or no hire?

Kamil: Czyli w przypadku Microsoftu także umiejętności miękkie odgrywają istotną rolę.

Jakub: Zdecydowanie tak, ale koniec końców, jeżeli ktoś ma super umiejętności miękkie i dobrze się z nim gada, ale ma problem z kodowaniem, to nie wystarcza.

K:  A jak podszedłbyś do odpowiedzi, kiedy podczas rozmowy zadałbyś pytanie a ktoś by odpowiedział: nie wiem, ale znajdę to w Google?

Jakub: Ja zazwyczaj na początek daje takie pytanie, że ludzie zazwyczaj wiedzą o co chodzi. Nie są to bardzo ciężkie algorytmiczne rzeczy, raczej skupiam się na tym jak ktoś koduje, czy jest w stanie napisać prosty kod i jest w stanie go przetestować. W ten sposób. W tej pierwszej fazie, oczekuję, że każdy jest w stanie to zrobić w minutę. Potem w zależności jak widzę jak kandydat sobie radzi, dodaję kolejne poziomy trudności. W ten sposób można zobaczyć różnice między programistami, jak szybko potrafią rozwiązać dany problem.

Piotr: Przyszło mi teraz do głowy, że jeździcie na campusy, tyle programistów tam pracuje, a powiedz czy taka firma o uznanej marce jak Microsoft nie ma problemów z zatrudnianiem programistów? Ile średnio kandydatów przypada na jedno miejsce, jeśli możesz to zdradzić? W Polsce jest to naprawdę duży problem żeby znaleźć programistę.

Jakub: W Microsofcie problem jest żeby znaleźć dobrego programistę

Nie wiem jakie są dokładne statystyki, ile ludzi przechodzi, a ile przepada. Nie znam dokładnie liczb, to zależy od etapu. Z tego co słyszałem, że liczba tych wszystkich ludzi wynosi około 1%. Jeżeli ktoś jest na 1 roku studiów i nie bardzo potrafi w C++ zakodować kalkulatora, a wyśle swoje resume, które zostanie odrzucone, bo taki kandydat nie ma odpowiednich umiejętności. To ciężko jest przełożyć. Bo jeśli kandydat ma kilka lat doświadczania, to ma dużo większe szanse. Dużo jest ról w Microsofcie, nie tylko software developer, ale też np. product manager.

Piotr: Mówiąc już o innych kwestiach, bo chciałbym przejść do pytań bezpośrednio od ludzi. Ale zanim o tym, to Kuba powiedz, czy spotkałeś kiedyś Billa Gatesa?

Jakub: Tak, spotkałem Billa Gatesa, około dwóch miesięcy temu. Byliśmy na kolacji w Ell Gaucho, polecam tam chodzić, to był poniedziałek a w Ell Gaucho w poniedziałki jest happy hours do godz. 22:00. Byłem tam ze znajomymi, z którymi miałem robić rajd rowerowy z Vancouver do Whistler. I siedząc przy stoliku, widzę że stoją ludzie czekając na miejsce przy stoliku i patrzę a tam koleś podobny do Billa Gtesa. I mówię do kolegi: patrz, koleś podobny do Billa Gatesa. Chwilę później, zza filara dostrzegłem, że wyszła Melinda Gates, bez żadnej obstawy i poprosili o normalny stoli, żaden vip room.

Piotr: Ty dołączyłeś do Microsoftu, kiedy Bill Gates jeszcze normalnie pracował i tam bywał, czy to było w momencie kiedy Gates skończył swoją przygodę?

Jakub: Bill Gates był CEO do 2000 roku, potem Steve Ballmer został CEO, ale Bill Gates wciąż był technical advisorem – dostałem kiedyś podobną ofertę pracy, bo Microsoft był bez CEO. Ja dostałem ofertę w styczniu, a zacząłem pracę we wrześniu, bo musiałem skończyć studia. W międzyczasie Satya Nadella został CEO i kiedy ja przyjechałem, to już Satya był CEO.

Piotr: I nie ma problemu, żeby Satya gdzieś tam zobaczyć? Czy jak to wygląda? W końcu jesteś w Redmont, w samym sercu Microsoftu.

Jakub: Spotkać w restauracji nie miałem okazji, ale co miesiąc jest z Satyą Q&A dla pracowników, podczas którego każdy pracownik może zadawać pytania. Można też iść z nim na kolację, w październiku robimy akcję charytatywną i często właśnie Ci pracownicy wyższych szczebli, z CEO włącznie, wystawiają na licytację kolację. Można zatem licytować kolację z Satyą, to jest wtedy droższa impreza, ale można z nim pogadać one to one.

Kamil: Ja też byłem na kolacji z naszym CEO.

Piotr: I nie musiałeś tego licytować. To jest właśnie taka różnica. Okej, Kuba z racji tego, że zbliżamy się do końca, moje pytania też zawsze skupiają się na tym, jak wyglądają realia życia w Redmont. Jak tam jest? Czy to jest drogie miejsce, czy jednak nie? Czy mógłbyś opowiedzieć trochę o tym?

Jakub: Ceny nieruchomości na pewno idą zdecydowanie za szybko w górę.

Piotr: Rzuć jakąś kwotę, bo ludzie zazwyczaj mówią o cenach nieruchomości i wynajmie. Rzuć jakieś widełki.

Jakub: W zależności czy Centrum Seattle czy gdzieś na East Side. Za jednopokojowy apartament cena waha się 1700-3000 dolarów. Jak tu się przeprowadziłem, w pierwszym roku, to płaciłem za jednopokojowy apartament 1200 dolarów.

Piotr: Polak zawsze znajdzie taniej, to się ceni.

Jakub: Trzy lata temu były takie ceny, wtedy płaciłem 1200 a teraz płacę 3100

Ceny zdecydowanie za szybko idą do góry. Może mógłbym znaleźć coś tańszego, ale 1800 dolarów to jest takie minimum jakie musiałbym zapłacić. Także teraz przez trzy lata ceny wzrosły o 50%. Jak chcesz kupić dom, to kolega mi mówił, który się rozgląda, że jakieś 600-700 tys. dolarów to dostanie taki domek z drewna, co w Polsce nie chciałbyś takiego kupić. Jest ciężko, coraz więcej ludzi tu zjeżdża, wielu Chińczyków wykupuje nieruchomości.

Piotr: W maju podczas pierwszej edycji live-streamów, rozmawiałem z Tomkiem Wyszkowskim, który jest programistą Google’a mieszkającym w Seattle i bardzo pozytywnie się wypowiadał. Właśnie nie zdawałem sobie sprawy gdzie jest Redmont, sprawdziłem na mapie i okazuje się, że to jest tuż obok Seattle i powiedz co te firmy ciągnie do Seattle?

Jakub: Głównie Microsoft i Amazon. Microsoft ma 30 tys. ludzi a Amazon nie wiem, ale też w tych granicach.

Piotr: Ale czemu akurat Seattle, a nie np. Dolina Krzemowa?

Jakub: Dlatego, że tutaj Microsoft zaczął i urósł, tak samo Amazon zaczął i urósł. Te dwie firmy dostarczały już 60 tys. programistów, teraz jak ktoś z Google’a rekrutuje programistę Amazona czy Microsoftu, to łatwiej mu będzie wziąć inny autobus do pracy niż jeżeli będzie musiał przeprowadzić całą rodzinę i dzieci. Dlatego te wszystkie firmy się tutaj przeprowadzają i tutaj rekrutują.

Piotr: To jest duże wyzwanie dla Microsoftu, żeby sprostać temu, aby programiści nie odchodzili, gdzieś do Amazona czy do Google, czy do innych firm? Wiadomo, w branży IT jest to powszechne, że sobie wyrywają tych programistów.

Jakub: Generalnie koniec końców to jest jedna wielka rodzina, że każdy jest tutaj albo ex-Microsoft albo ex-Amazon

Ludzie przechodzą pomiędzy tymi firmami, dużych jakiś diametralnych różnic nie ma. Często jest tak, że jak się przejdzie z zespołu do zespołu, to jest większa różnica niż jak się przejdzie z firmy do firmy. Największe różnice są pomiędzy zespołami, bo każda firma ma bardzo podobny office i zaplecze. Różnice są jak się pracuje nad ciekawym projektem. Zarobkowo to też zależy, bo ktoś może zarabiać w Microsofcie na danym stanowisku X a przechodząc do Google’a może dostać dużo lepszą ofertę, a może niekoniecznie.

Piotr: Okej, czyli wszystko zależy od projektu i stanowiska. Było też pytanie, tutaj na czacie, powiedz jak wyglądały kwestie wizowe? To nie był problem ze względu właśnie na to, że Ty sobie wcześniej te wszystkie kwestie pozałatwiałeś? Jak to było?

Jakub: Dostaje to pytanie na maila wiele razy i wielu już osobom obiecywałem, że napisze blog-posta i mam tego blog-posta, jeszcze muszę go tylko dokończyć.

Piotr: Już wrzucam to jest jj09.net za chwilę wrzucę na czata i udostępnimy w social media.

Jakub: Tam niedługo będzie blog-post i jeżeli ktoś ma do mnie w tej sprawie pytania, możecie do mnie na Twitterze uderzyć – JakubJedryszek na Twitterze. Jeżeli nie odpowiem wam wyczerpująco na wasze pytania, bo to jest dość skomplikowane, zaraz do tego przejdziemy. Mimo to przesyłajcie mi pytania, bo to pomoże mi skończyć blog-posta, żebym wiedział, co będzie przydatne. Jeżeli teraz chcielibyście przyjechać do Ameryki pracować, a jesteście z Europy, to musicie mieć wizę pracowniczą.

Żeby dostać wizę pracowniczą H1B, to trzeba być po pierwsze: pracownikiem z bardzo dobrymi umiejętnościami. Jeżeli jesteś programistą, to aplikuj do Microsoft czy innych dużych firm

Problem jest taki, że aplikacje na te wizy zaczynają się w kwietniu i jest 85 tys. wiz dostępnych na całe USA. Pamiętam, że rok czy dwa lata temu było 210 tys. kandydatów, czyli tylko 1/3 dostała te wizy. Nawet jeżeli dostaniecie tę wizę, to wtedy i tak możecie pracować dopiero od października. Jeśli ktoś miałby interview w styczniu, dopiero musiałby czekać do kwietnia, aby aplikacja wizowa poszła i jeżeli miałby szczęście to mógłby w październiku zacząć pracować – cała procedura trwa 10 miesięcy, czyli bardzo długo. Jeżeli komuś się nie uda dostać wizy, to Microsoft robi takie triki, że tych którzy nie dostają od razu wizy, to wysyłają ich do Vancouver i tam pracują zdalnie.

Piotr: No właśnie, tak też chyba robi Google podobno.

Kamil: Jak się pojawiła ta kwestia, to chciałbym zapytać o pracę zdalną. Jakie są możliwości pracy zdalnej dla Microsoft, w sensie kiedy wstaniesz rano i stwierdzisz, że boli cię noga albo pada deszcz to pracujesz zdalnie, czy nie ma opcji – idziesz i musisz się pokazać?

Jakub: To zależy od zespołu. Jak się jest project managerem albo vice presidentem jak Scott Godfrey, to musisz przyjść, bo masz np. spotkanie z BMW i będziecie negocjowali umowę na kilkadziesiąt milionów dolarów. Nie odpuścisz tego.

Jak ja jestem programistą i wiem, że dziś będę musiał kontynuować pracę nad dodawaniem zarządzania różnymi kontami w aplikacji mobilnej i wiem, że jak dziś nie przyjdę do pracy to świat się nie zawali

Jest to inaczej, miliony dolarów nie pójdą w piach. Project managerowie mają wiele meetingów, spotykają się z ludźmi, dogadują się na temat czegoś itd.

Kamil: Jasne, bardziej chodziło mi od strony developerskiej, bo wydaje mi się, że to jest takie clue tego o czym rozmawiamy. W zasadzie zdolności developerów, te umiejętności, które się przydają są łatwo eksportowalne, prawda? Zastanawiałem się czy jest coś takiego jak rodzaj staży zdalnych, że realizujesz jakieś zadania, ale nie przebywasz nie tylko w Redmont, ale nawet w USA.

Jakub: O czymś takim to nie słyszałem, bo na staż jest chyba inna wiza. Nie wiem jak to wygląda. Zazwyczaj jak się zaczyna pracę, jest się nowym, to chcą cię mieć w zespole na miejscu. No chyba, że jesteś kimś bardzo dobrym jak Erich Gamma, który powiedział, że chce w Szwajcarii pracować, to oni przenieśli dla niego cały zespół do Szwajcarii.

Piotr: Taki jest dobry?

Jakub: Erich Gamma? To jest ten gościu, który napisał książkę „Design patterns” jeden z tzw. “Gangu czworga”, on teraz jest lead architectem do visual studio codes. Zależy kim się jest, jak jest się wartościowym, to Microsoft zrobi dla Ciebie w zależności od tego, ile jesteś wart.

Piotr: Rozumiem, ty jesteś po prostu skromny i nie proponowałeś tego, żeby pracować z Polski, dlatego jesteś po prostu w Redmont.

Jakub: Dokładnie tak.

Piotr: Ja to szanuje, naprawdę.

Jakub: Jeżeli chodzi o pracę zdalną, jeżeli jesteś już w zespole i cię znają, to nie ma problemu. Ja mogę cały tydzień siedzieć w domu i pracować i byłoby to okej. Czasami lepiej jest wejść w interakcje z ludźmi, jest lepiej być office. Lubię przyjechać na campus, bo tu mamy kafeterie, mamy lunch, mam kontakt z ludźmi itd. Jak się jest pracownikiem zdalnym, to jest trudniej, bo nikt nie wie w zasadzie czy Ty pracujesz czy nie pracujesz.

Nie znam takiego przypadku, że kto dostał pracę i był pracownikiem zdalnym od razu, jeżeli nie był kimś z dużym doświadczeniem

Jeżeli się tu przyjeżdża, to się pracuje na miejscu.

Wracając do wizy, to H1 wiza to jest jedna droga. Moja droga wyglądała tak: jeżeli się studiuje na wizie studenckiej co najmniej rok, to potem można dostać coś takiego co się nazywa optional practical training i to ci pozwala na pracę przez 12 miesięcy. A jeżeli jest się computer science to można przedłużyć wizę na kolejne dwa lata. Zatem po studiach można zostać trzy lata i pracować. Potem jest tak, że jak się już pracuje to Microsoft występuje o wizę H1b albo o zieloną kartę. Firma pomaga przy całym procesie, pamiętam że musiałem wylistować całą historię swojego życia kilka razy, łącznie z kopiami każdej strony paszportu jaki miałem w życiu, nawet wszystkie swoje adresy zamieszkania przez co najmniej 5 lat…

Piotr: …i wszystkie swoje tożsamości, rozumiem.

Jakub: Tak! Nawet rekomendacje od poprzednich szefów, to był challange i bardzo się cieszę, że prawnicy Microsoftu mi pomogli, bo samemu to robić to jest duże wyzwanie. Jeżeli się jedną rzecz źle zrobi, to trzeba to poprawić i czekać kolejne miesiące. Jest to długi proces, jest to kolejny mur, który zniechęca ludzi bez wystarczającej motywacji żeby tu przyjechać.

Kamil: A powiedz coś o wykorzystaniu umiejętności, czy pasji, które się okazują w trakcie pracy, niezwiązanych bezpośrednio z projektem, w którym pracujesz, ale w trakcie pracy okazuje się dryg do fotografii albo projektowania graficznego albo do jakiś estetycznych przedsięwzięć. Czy jest możliwość wykorzystania tego? Czy jeżeli ktoś został przyjęty jako developer to jego zadaniem jest pisanie kodu i ewentualnie może się tym podzielić w gronie kolegów z zespołu?

Jakub: Tu generalnie możesz robić wszystko co chcesz, tu nikt nie stoi nad Tobą i na ręce nie patrzy. Oczywiście jeżeli coś jest potrzebne do projektu, to ktoś podpyta jak ci idzie praca i czy napotkałeś jakieś problemy. Także możesz w międzyczasie robić co chcesz, ale koniec końców przyjdzie roczne review albo koniec końców ktoś zapyta mojego szefa czy ten Kuba przydaje się zespołowi, czy dobre jest to co robię, to ocena będzie na podstawie tego, ile rzeczy zrobiłeś rzeczy związane bezpośrednio z projektem.

Tu jest pełna dowolność, ale koniec końców przychodzi roczne review.

Microsoft to jest 100 tys. ludzi. To są ludzie rozsądni, zwłaszcza managerowie, którzy zarządzają projektami. Można pracować nad czym się chce. Ja mam ostatnio zainteresowania związane z machine learning i jest taka aplikacja, która po zrobieniu zdjęcia rozpoznaje, co na nim jest. I ja jak zrobiłem sobie kurs na Coursera.org dot. machine learningu, to pomyślałem sobie, że zamiast robić głupie zadanka, to zapytam zespół od aplikacji, czy nie potrzebują pomocy, bo oni też robili aplikację w Xamarinie. Ja mogłem im pomóc z moim doświadczeniem w Xamarinie, w zamian ucząc się machine learningu. Odpowiedzieli, że okej.

Powiedziałem szefowi, a on na to, że okej, bo będę miał porównanie, jak wyglądają dwa projekty, będę pewnie miał jakieś nowe pomysły. Teraz właśnie współpracujemy z tym zespołem.


To trzecia i ostatnia część wywiadu o historii Jakuba Jędryszka z Microsoftu. Podczas rozmowy zdradził m.in. jak rekrutuje się programistów do dużej korporacji, jak pracuje się w takiej firmie oraz jak dużo swobody w pracy mają developerzy.

Jakub Jędryszek był gościem drugiego cyklu live-streamów z programistami z całego świata, których wszystkie historie możesz poznać w tym miejscu: event.justjoin.it Całość możesz poznać w poniższym wideo:

Zapraszamy do dyskusji